Gdy cebula nie dopisuje... wkracza cukinia

 Nie każda grządka wygląda w tym roku tak, jak bym sobie tego życzył. Tam, gdzie posadziłem cebulę kartoflankę i cebulę rodzinną, wzrost jest niestety dość słaby i raczej nie zapowiada się na imponujące plony.


Z cebulą kartoflanką i rodzinną wiązałem spore nadzieje. Liczyłem, że będą to odmiany, które raz wprowadzone do ogrodu pozostaną ze mną na długie lata. Wizja corocznego sadzenia własnego materiału, bez konieczności kupowania nowych cebulek, bardzo mi się podoba.

Dlatego na razie ich nie usuwam. Mimo słabszego wzrostu wciąż mam nadzieję, że przynajmniej część z nich dobrze się rozwinie i dostarczy cebulek, które posłużą jako materiał do sadzenia w kolejnych sezonach. Jeśli się uda, będzie to początek własnej, odnawialnej uprawy.



Po raz kolejny przekonuję się, że przygotowanie kilku dodatkowych rozsad różnych warzyw „na wszelki wypadek” to naprawdę dobra strategia. Zawsze znajdzie się miejsce, gdzie coś nie wyjdzie albo zwolni się kawałek grządki i wtedy takie zapasowe sadzonki są jak znalazł.

Oczywiście posadzona teraz cukinia nie zdąży wydać tak obfitego plonu jak ta wysadzona na początku sezonu. Traktuję ją raczej jako poplon. Mimo to nawet kilka dodatkowych owoców będzie dla mnie cennym uzupełnieniem zbiorów, bo cukinii nigdy u mnie za wiele – potrafię jej zjeść naprawdę sporo.




Cebulek oczywiście nie wykopywałem  niech rosną dalej. Skoro od początku robiły sobie fochy i kaprysiły, to teraz będą musiały dogadać się z nowym sąsiadem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. 



KLIKNIJ TUTAJ ABY WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ BLOGA 


Komentarze