Do tej pory ogród podlewałem ręcznie, zwykłą konewką. Miało to swoje zalety – dokładnie wiedziałem, ile wody trafia do każdej uprawy, i łatwo było kontrolować podlewanie. Pisałem o ty,m w tym wpisie (link).
Jednak ostatnie upały pokazały, że przy większej liczbie grządek takie rozwiązanie zaczyna być po prostu uciążliwe. Niektóre rośliny trzeba było podlewać nawet co kilka dni, a w porównaniu z poprzednimi sezonami upraw mam teraz znacznie więcej.
Dlatego przyszedł czas na małą zmianę. Będę kupował system do podlewania. „System” brzmi dumnie, ale w moim przypadku będzie to po prostu wąż ogrodowy, pistolet do podlewania i być może jakiś zraszacz.
Na razie nie planuję inwestować w rozbudowane, automatyczne instalacje. Wolę proste rozwiązania. Kieruję się zasadą KISS (Keep It Simple, Stupid), znaną z informatyki. Oznacza ona, że najlepiej projektować rozwiązania możliwie proste, bo są łatwiejsze w użyciu, tańsze i mniej awaryjne.
Mój sposób podlewania ma być właśnie taki – prosty, praktyczny i rozsądny pod względem kosztów.
Na razie sprawdziłem orientacyjne ceny i dostępne rozmiary węży. Zakupy planuję w najbliższych dniach.
KLIKNIJ TUTAJ ABY WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ BLOGA

Komentarze
Prześlij komentarz