Przez dłuższy czas zastanawiałem się, czy to na pewno dobry pomysł. Z jednej strony zależy mi na tym, żeby żyć oszczędnie. Taki wyjazd to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, a w mojej obecnej sytuacji są to pieniądze, za które mógłbym żyć naprawdę długo.
Usiadłem jednak na spokojnie, wszystko policzyłem i doszedłem do wniosku, że mnie na to stać. Po powrocie nadal zostanie mi część oszczędności, więc finansowa poduszka bezpieczeństwa nie zniknie. To było dla mnie najważniejsze.
Dlaczego akurat Turcja? Powód jest bardzo prosty. Kiedy zacząłem przeglądać oferty biur podróży, okazało się, że to właśnie wycieczki do Turcji należały do najtańszych. Nie będę udawał, że od lat marzyłem akurat o tym kierunku. Początkowo bardziej ciągnęło mnie do Jerozolimy. Chciałem zobaczyć miejsca znane z historii i religii, te, o których słyszałem od dzieciństwa. Jednak taki wyjazd był już wyraźnie droższy i zwyczajnie przekraczał mój budżet.
Turcja okazała się rozsądnym kompromisem. Z jednej strony nadal jest to dla mnie coś zupełnie nowego, a z drugiej nie wymaga wydawania wszystkich oszczędności.
Jest też drugi powód. Owszem, w poprzednich latach bywałem za granicą, ale najczęściej była to Polska albo kraje Unii Europejskiej. Nigdy nie byłem natomiast w typowym ciepłym kraju.
Rozważając kierunek wyjazdu, brałem pod uwagę również kraje położone bliżej Polski. Problem polega jednak na tym, że nawet w środku lata pogoda potrafi być tam bardzo zmienna. A skoro już decyduję się wydać kilka tysięcy złotych na urlop, to chciałbym mieć możliwie dużą szansę na spędzenie go na świeżym powietrzu, a nie w hotelowym pokoju.
Oczywiście deszcz może zdarzyć się wszędzie i nie mam oczekiwań, że przez cały pobyt nie pojawi się ani jedna chmura. Jednak jest różnica między krótką letnią burzą a kilkoma dniami pochmurnej i deszczowej pogody. Nie ukrywam, że perspektywa siedzenia przez większą część wyjazdu w hotelu all inclusive nie brzmi dla mnie szczególnie zachęcająco.
Uznałem więc, że skoro już wybieram się na taki wyjazd, to warto postawić na miejsce, gdzie prawdopodobieństwo słonecznej pogody jest po prostu większe. Dzięki temu będę miał okazję zobaczyć coś zupełnie nowego i jednocześnie ograniczyć ryzyko, że urlop upłynie głównie pod dachem.
Jest jeszcze jeden aspekt. Dla wielu osób będą to rzeczy zupełnie zwyczajne, ale dla mnie będzie to sporo pierwszych razów.
Nigdy nie leciałem samolotem. Nigdy nie widziałem na żywo palm, bananowców czy wielu egzotycznych owoców. To może brzmieć zabawnie, ale naprawdę jestem ciekawy takich prostych rzeczy. Do tej pory znałem je głównie ze zdjęć i filmów. Chyba pierwszy raz od dawna czuję po prostu zwykłą ciekawość świata i tego, co znajduje się poza moją codziennością.
Nie ukrywam też, że trochę się boję. Inny kraj, inna kultura, inny język i zupełnie inny klimat. Jeszcze kilka lat temu prawdopodobnie w ogóle nie zdecydowałbym się na taki wyjazd.
Wpływ miały na to różne wyobrażenia i skojarzenia, które przez lata pojawiały się w mediach. Islam kojarzył mi się głównie z tym, co najczęściej trafiało do serwisów informacyjnych – zamachami terrorystycznymi, konfliktami i religijnymi ekstremistami. W tamtym okresie sama myśl o wyjeździe do kraju kojarzonego z islamem budziła we mnie spory niepokój. Mówiąc zupełnie szczerze, miałbym wtedy poczucie, że wybieram kierunek obarczony większym ryzykiem niż kraje, które znałem.
Z czasem jednak zacząłem patrzeć na to inaczej. Doszedłem do wniosku, że ocenianie setek milionów ludzi przez pryzmat niewielkiej grupy fanatyków nie ma większego sensu. Islam jest religią jak każda inna. Tak samo jak w chrześcijaństwie, judaizmie czy innych religiach, zdecydowana większość wyznawców po prostu żyje swoim codziennym życiem, pracuje, wychowuje dzieci i chce mieć spokój.
Ekstremiści istnieją niemal wszędzie. Problem polega na tym, że to właśnie oni trafiają na pierwsze strony gazet, podczas gdy zwyczajni ludzie nie stają się tematem wiadomości. Dlatego dziś staram się oddzielać religię, kulturę i zwykłych mieszkańców od działań niewielkich grup radykałów.
Nie oznacza to oczywiście, że całkowicie pozbyłem się obaw. To nadal będzie dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Jednak zamiast kierować się wyłącznie dawnymi stereotypami, wolę zobaczyć ten kawałek świata na własne oczy i wyrobić sobie własne zdanie.
Jest jeszcze jedna rzecz, która przez długi czas powstrzymywała mnie przed podobnymi wyjazdami.
Nie lubię upałów. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi wiosna niż trzydzieści kilka stopni w cieniu. Wizja wyjazdu do ciepłego kraju kojarzyła mi się raczej z wejściem do pieca niż z wypoczynkiem.
Co ciekawe, już teraz zaczynam odczuwać skutki letnich temperatur. W ostatnich dniach za dnia jest dla mnie zwyczajnie za gorąco. Owszem, nadal pracuję w ogrodzie i wykonuję wszystkie zaplanowane prace, ale robię to znacznie wolniej niż wiosną. Szybciej się męczę, częściej robię przerwy i zdecydowanie bardziej doceniam każdy kawałek cienia.
A przecież temperatury, które mamy obecnie w Polsce, nadal są dalekie od tych spotykanych w typowo ciepłych krajach. To właśnie dlatego przez długi czas miałem spore wątpliwości, czy taki wyjazd jest w ogóle dla mnie. Skoro potrafię narzekać na polskie lato, to jak będę się czuł kilkaset kilometrów dalej na południe?
Trochę jednak o tym poczytałem. Wiem, że sama liczba stopni na termometrze nie mówi wszystkiego. Znaczenie ma również wilgotność powietrza, wiatr, nasłonecznienie czy nawet przyzwyczajenie organizmu do lokalnych warunków. W wielu miejscach ludzie normalnie funkcjonują przy temperaturach, które dla mnie brzmią wręcz niewiarygodnie.
Zresztą nie jadę tam po to, żeby w samo południe biegać po plaży czy zwiedzać okolicę w pełnym słońcu. Jeżeli będzie bardzo gorąco, to po prostu dostosuję do tego swój rytm dnia. Tak samo jak robię to obecnie w ogrodzie.
Jak będzie w praktyce, przekonam się już pod koniec lipca. Być może okaże się, że moje obawy były przesadzone. A być może wrócę z przekonaniem, że jednak najlepiej czuję się przy dwudziestu stopniach i lekkim zachmurzeniu.
Wiem natomiast jedno – po wielu zmianach w moim życiu będzie to pierwsza tak duża podróż w nowym rozdziale. I chyba właśnie dlatego budzi we mnie jednocześnie ciekawość, ekscytację i lekki niepokój.
Niezależnie od tego, jak ten wyjazd ostatecznie się potoczy, będzie dla mnie czymś więcej niż tylko tygodniem spędzonym za granicą. Będzie sprawdzeniem samego siebie, wyjściem poza własne przyzwyczajenia i próbą zobaczenia kawałka świata, którego do tej pory znałem tylko z opowieści, książek i ekranu komputera.
KLIKNIJ TUTAJ ABY WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ BLOGA

Komentarze
Prześlij komentarz