Przez ostatnie lata robiłem własne rozsady pomidorów. Kupowałem nasiona, wysiewałem je, później pikowałem i sadziłem do tunelu. Wszystko zgodnie z zaleceniami, jednak warunki nie zawsze sprzyjały.
Największym problemem okazał się parapet. Miejsce było dość ciemne, dlatego siewki często wyciągały się i były słabe. Później próbowałem zmieniać terminy wysiewu. Nasiona wysiewałem dopiero w kwietniu, dzięki czemu rozsada była zdrowsza i bardziej krępa, ale za to rośliny były niewielkie i potrzebowały więcej czasu na rozwój. Dodatkowo miejsce na parapecie miałem ograniczone, więc możliwości produkcji większej liczby sadzonek również były niewielkie.
W tym roku postanowiłem podejść do sprawy inaczej. Tutaj też zbyt wiele miejsca na parapecie nie mam. Zrezygnowałem z kupowania nasion i przygotowywania rozsady. Kupiłem gotowe sadzonki pomidorów, a podczas usuwania bocznych pędów zacząłem je ukorzeniać. Okazało się, że jest to sposób znacznie prostszy i szybszy niż coroczne przygotowywanie rozsady od podstaw.
Coraz bardziej skłaniam się więc do tego, aby w kolejnych latach korzystać właśnie z tej metody. Wystarczy kupić w maju jedną lub dwie zdrowe sadzonki, pozwolić części bocznych pędów trochę podrosnąć, a następnie je odciąć i ukorzenić. W ten sposób można w prosty sposób uzyskać kolejne rośliny bez wysiewu, pikowania i zajmowania parapetów przez wiele tygodni.
Oczywiście takie rozwiązanie ma również swoje wady. Przede wszystkim tracę dostęp do ogromnej liczby odmian dostępnych w sprzedaży nasion. Kupując gotowe sadzonki, jestem skazany na to, co akurat znajdzie się w ofercie lokalnych sprzedawców. Zwykle są to odmiany najpopularniejsze, a niekoniecznie te najbardziej interesujące. Jednak dla mnie nie ma to aż takiego znaczenia, przynajmniej na razie.
Drugą wadą jest konieczność zaufania sprzedawcy. Kupując nasiona z opisanej odmiany, przynajmniej teoretycznie wiem, co wysiewam. W przypadku gotowych sadzonek pozostaje wierzyć, że etykieta zgadza się z rzeczywistością. Pomyłki (oraz celowe naginanie rzeczywistości) zdarzają się wszędzie i dopiero po kilku miesiącach może się okazać, że pomidor nie jest tą odmianą, za którą go uważałem.
Nie oznacza to jednak, że całkowicie zrezygnuję z wysiewu pomidorów z nasion. Prawdopodobnie w kolejnych sezonach będę łączył obie metody. Kilka ciekawych odmian nadal będę kupował w formie nasion i uprawiał po jednej roślinie, żeby sprawdzić ich smak, plonowanie czy przydatność do moich warunków.
Podstawę uprawy będą jednak stanowiły pomidory uzyskane z ukorzenionych pędów bocznych sadzonek kupionych wiosną. Takie rozwiązanie pozwala ograniczyć ilość pracy związanej z produkcją rozsady, a jednocześnie daje większą szansę na uzyskanie głównego plonu w środku lata. W moich warunkach jest to ważne, ponieważ przy późnych wysiewach zdarzało się, że na większe zbiory trzeba było czekać aż do wczesnej jesieni.
Komentarze
Prześlij komentarz