Trawnik koszony wtedy, gdy naprawdę trzeba

 Ostatni raz kosiłem trawnik pod koniec maja. Nie należę do osób, które wyciągają kosiarkę co tydzień. Wolę, gdy trawnik jest trochę bardziej dziki i oprócz trawy rosną na nim także różne polne kwiaty. U mnie nie ma pojęcia „chwast w trawniku”. Jeśli jakaś roślina potrafi tam rosnąć, to zwykle ma do tego prawo.


Koszę dopiero wtedy, gdy trawa staje się naprawdę zbyt wysoka. Tak wysoka, że zaczynają w niej znikać narzędzia albo zwyczajnie utrudnia poruszanie się po działce. W tym roku planowałem nawet odłożyć koszenie aż do lipca.

Ostatecznie trawnik okazał się jednak bardziej żywiołowy niż zwykle. Podejrzewam, że swoje zrobiło regularne nawożenie od zimy do wiosny, między innymi przy wykorzystaniu moczu. Trawa wyraźnie zareagowała na to lepszym wzrostem niż w poprzednich sezonach.

I bardzo dobrze. Pokos z koszenia nie będzie odpadem. Gdy trochę przeschnie, trafi pod warzywa i krzewy jako ściółka. W ogrodzie taki materiał zawsze się przydaje.



KLIKNIJ TUTAJ ABY WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ BLOGA 


Komentarze