Kolejny nałóg pokonany

Minęło już trochę czasu (ponad dwa miesiące) więc mogę się już pochwalić. Udało mi się rzucić palenie.

Chciałoby się napisać coś motywacyjnego: że zdrowie, że większa wolność, że troska o siebie. Prawda jest jednak znacznie bardziej przyziemna. Zwyczajnie szkoda mi było pieniędzy. Widziałem, jak co miesiąc z portfela ucieka prawie 500 zł.



Jeszcze kilka lat temu pewnie nie byłby to dla mnie wystarczający argument. Powiedziałbym, że skoro zarabiam, to mnie stać. Dziś jednak żyję znacznie oszczędniej i inaczej patrzę na wydatki. W tej perspektywie 500 zł miesięcznie to naprawdę dużo. Na jedzenie wydaję tutaj wielokrotnie mniej, więc trudno było mi ignorować koszt palenia.

Co było najtrudniejsze? Poranki. Kawa i papierosy przez lata tworzyły nierozerwalny duet. Szybko zorientowałem się, że jeśli chcę skutecznie rzucić palenie, to przynajmniej na jakiś czas muszę zrezygnować również z kawy. I to okazało się bardzo ciężkie. Być może nawet cięższe niż samo rzucanie papierosów.

Przez pierwsze dni dokuczały mi bóle głowy. Szczególnie rano, ale często ciągnęły się przez większą część dnia. Wspomagałem się wywarem z kory wierzby, który pomagał trochę łagodzić te dolegliwości. Pomagały też drobne przekąski – ciągle coś gryzłem, żeby zająć ręce i odwrócić uwagę od nawyku sięgania po papierosa. Korzystałem również z dostępnych środków wspomagających rzucanie palenia.

Najważniejsze jednak jest to, że się udało. Minęły już ponad dwa miesiące i nie palę. Ostrożnie wróciłem też do porannej kawy, bo z niej bardzo trudno byłoby mi zrezygnować na stałe.

Tak więc będzie teraz nie tylko zdrowiej, ale i oszczędniej. A zaoszczędzone pieniądze zdecydowanie znajdą u mnie lepsze zastosowanie niż zamienianie ich w dym.




Komentarze