Dlaczego lata temu odrzuciłem ROD

Ponad 20 lat temu zapragnąłem mieć własną działkę rekreacyjną i ogrodniczą. W tamtych czasach najbardziej naturalnym wyborem wydawał się ROD. Zdobycie takiej działki było znacznie tańsze niż obecnie. Można było nawet trafić na opuszczone ogródki, gdzie koszty przejęcia ograniczały się do różnych opłat i niewielkiego wkładu na start.


Miałem znajomych posiadających działki ROD, więc wiedziałem, z czym się to wiąże. Zalety były oczywiste. Stosunkowo niski koszt wejścia, infrastruktura przygotowana pod potrzeby ogrodników, dostęp do wody, możliwość uprawy warzyw, sadzenia roślin albo po prostu stworzenia sobie miejsca do odpoczynku z trawnikiem i leżakiem.

Mimo to zdecydowałem się na działkę własnościową.

Głównym powodem była kwestia własności. Uznałem, że własność to jednak własność. Chciałem mieć swój kawałek ziemi, który będzie naprawdę mój. Nie użytkowany na określonych zasadach, nie zależny od regulaminów ogrodu działkowego, lecz należący do mnie.

Był też jeszcze jeden argument. Nie wykluczałem, że kiedyś taka działka mogłaby stać się czymś więcej niż tylko miejscem do uprawy warzyw i letniego odpoczynku. Nie miałem wtedy sprecyzowanych planów, ale wolałem mieć własny teren i większą swobodę niż narzucały działki ROD.

Własna działka dawała mi znacznie większą swobodę. Mogłem sam decydować, co i jak na niej robić. Ale najważniejsze było poczucie, że jestem całkowicie u siebie.

Był jeszcze jeden powód, który miał dla mnie duże znaczenie. Działki ROD od zawsze sprawiały na mnie wrażenie czegoś w rodzaju ogrodniczego odpowiednika blokowiska. Z jednej strony sąsiad, z drugiej strony sąsiad, za płotem kolejny sąsiad. Regulaminy ograniczają wysokość ogrodzeń, więc trudno tam o większą prywatność. Oczywiście dla wielu osób nie stanowi to problemu, a niektórzy wręcz cenią sobie taką sąsiedzką atmosferę. Ja jednak od początku wolałem bardziej odosobnione miejsca. Lubiłem myśl, że mogę usiąść na swojej działce i mieć poczucie większej swobody oraz prywatności.

Była też kwestia regulaminów. Oczywiście nigdy nie planowałem zamieniać działki w wysypisko czy całkowicie o nią nie dbać. Zależało mi jednak na swobodzie decydowania o własnym terenie. Jeśli przez jakiś czas ogród miałby wyglądać bardziej jak ugór niż zadbana działka pokazowa, chciałem, żeby była to wyłącznie moja sprawa. Na działkach ROD obowiązują określone zasady dotyczące utrzymania terenu, natomiast na własnościowej działce miałem znacznie większą niezależność.

Dzisiaj mieszkam właśnie na tej działce. Nie wszystko wygląda dokładnie tak, jak wyobrażałem to sobie dwadzieścia lat temu, a sama sytuacja formalna jest bardziej skomplikowana niż w przypadku typowego domu mieszkalnego. Nadal jednak pozostaje najważniejszy dla mnie fakt — jest to mój własny teren, o który dbam i który rozwijam od lat.

Dlaczego nie wybuduję po prostu normalnego domu z pełnymi formalnościami? Odpowiedź jest bardzo prosta: koszty. Taki dom musiałby spełniać szereg wymagań technicznych, a to oznaczałoby wydatki znacznie przekraczające moje możliwości. Tymczasem obecna chatka w zupełności wystarcza mi do codziennego życia.

Dlaczego nie kupiłem większej działki budowlanej? Tutaj również decydująca była cena. Działka, którą kupiłem, kosztowała wyraźnie mniej niż typowe działki budowlane. Na nią było mnie stać. Na pełnowymiarową działkę budowlaną już niekoniecznie.

A dlaczego nie wyprowadziłem się na wieś? Teoretycznie mógłbym wtedy znaleźć coś tańszego. Już ponad dwadzieścia lat temu trafiały się oferty niedrogich działek położonych daleko od miasta. Problemem była jednak odległość. Chciałem korzystać z działki regularnie, odwiedzać ją często, pracować w ogrodzie i spędzać tam wolny czas. Nie interesowało mnie miejsce, do którego trzeba byłoby organizować wielokilometrowe wyprawy tylko po to, by skosić trawę czy podlać grządki.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, nie żałuję tamtej decyzji. To właśnie ta niewielka własnościowa działka okazała się miejscem, które przez lata stopniowo przekształcałem nie tylko w ogród, ale także w przestrzeń do życia. Nie była to droga idealna ani zgodna z popularnymi schematami, ale była dopasowana do moich możliwości i potrzeb. I chyba właśnie dlatego sprawdziła się tak dobrze.

Oczywiście nie jest to miejsce idealne. Czasem myślę, że większa działka i większy domek dawałyby więcej możliwości. Jednocześnie wiem, że dwadzieścia lat temu musiałem wybierać spośród tego, na co było mnie stać, a pod tym względem uważam swoją decyzję za udaną.



KLIKNIJ TUTAJ ABY WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ BLOGA 


Komentarze