Jeszcze 20 lat temu trudno byłoby mi uwierzyć, że jedno niewielkie urządzenie zastąpi komputer, aparat fotograficzny, telewizor, radio i sporą część codziennych sprzętów. W tamtych czasach komputer zajmował pół biurka, telefony służyły głównie do dzwonienia, a internet w kieszeni brzmiał bardziej jak science fiction niż codzienność.
Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. W praktyce smartfon stał się tutaj moim jedynym komputerem i głównym oknem na cyfrowy świat. To na nim piszę wpisy, robię zdjęcia, czytam wiadomości, oglądam filmy, słucham muzyki i załatwiam większość spraw wymagających dostępu do internetu. Obok niego mam właściwie już tylko radio oraz dodatki do telefonu - słuchawki, kabelki i power banki.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej ciekawe. Jeszcze kilkanaście lat temu, żeby mieć podobne możliwości, potrzebowałbym kilku osobnych urządzeń i znacznie większego zużycia prądu. Dzisiaj większość tych funkcji mieści się w kieszeni i działa przy instalacji elektrycznej, która dla wielu osób bardziej przypomina warunki biwakowe niż normalny dom.
Smartfon w praktyce bardzo obniżył próg energetyczny potrzebny do funkcjonowania. Dzięki niemu mogę mieć tutaj dostęp do internetu i całej cyfrowej przestrzeni bez konieczności inwestowania w dużą instalację fotowoltaiczną czy przyłącze energetyczne. Wystarcza niewielki panel słoneczny, power bank i trochę pilnowania zużycia energii. Oczywiście są ograniczenia. Gdy kilka dni z rzędu pogoda jest słaba, trzeba bardziej oszczędzać prąd albo kombinować z ładowaniem. Mimo wszystko nadal działa to znacznie prościej, niż mogłoby się wydawać.
Czy pisanie wpisów na telefonie jest wygodne? Nie do końca. Fizyczna klawiatura i większy ekran byłyby zdecydowanie komfortowsze. Jednak nie piszę kilku długich tekstów dziennie ani nie pracuję przy komputerze po wiele godzin. W praktyce spokojnie da się to wszystko ogarnąć na smartfonie. Po prostu człowiek przyzwyczaja się do trochę innego sposobu funkcjonowania.
Jeszcze rok czy dwa lata temu miałem laptopa i telewizor. O ile z telewizji mogłem zrezygnować bez większego problemu, bo i tak oglądałem głównie platformy filmowe, to brak laptopa wydawał mi się czymś kompletnie nierealnym. Komputer był po prostu oczywistą częścią codziennego życia.
Telefon? Owszem - wystarczał na wyjazdy czy urlopy. Przez kilka dni człowiek korzystał tylko ze smartfona i jakoś dawał radę. Jednak w domu wydawało mi się, że musi być więcej sprzętów.
Dopiero tutaj zacząłem patrzeć na to inaczej. Skoro podczas wyjazdów można funkcjonować mając jedynie smartfon, to czemu nie spróbować tak cały czas? Z czasem okazało się, że większość rzeczy naprawdę da się spokojnie zrobić na telefonie.
Oczywiście laptop byłby wygodniejszy. Fizyczna klawiatura i większy ekran są po prostu bardziej komfortowe. Tylko że nie piszę kilku długich tekstów dziennie ani nie spędzam całych dni przy komputerze. Przy takim sposobie korzystania smartfon zwyczajnie daje radę.
Kiedyś wydawało mi się, że telefon jest dodatkiem do komputera. Dzisiaj to komputer stał się dla mnie czymś opcjonalnym.
Czasem mam wręcz wrażenie, że współczesna elektronika paradoksalnie bardziej sprzyja prostemu życiu niż dawne technologie. Bo dzięki jednemu małemu urządzeniu mogę mieć kontakt ze światem, robić zdjęcia, pisać teksty i korzystać z internetu, zużywając przy tym mniej energii niż niektóre stare żarówki.
KLIKNIJ TUTAJ ABY WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ BLOGA

Komentarze
Prześlij komentarz